wtorek, 8 listopada 2016

Daj włos!

Wiem, że mało osób mnie czyta, ale warto ogłaszać to wszędzie.

zdjęcie stare jak świat, ale co tam

Nie wiem czy ktokolwiek słyszał, ale fundacja "Rak'n'Roll" zorganizowała bardzo fajną akcję - "Daj włos!". 

O co chodzi? 
Generalnie peruki z prawdziwych włosów są tylko w części refundowane przez NFZ, a dopłaty są mega wysokie. Właśnie dlatego fundacja zorganizowała tę akcję. Z włosów przekazywanych na tę akcję są robione peruki, które przekazywane są bezpłatnie kobietom chorym na raka. Super!
Co trzeba zrobić?
Jeśli chcesz pomóc musisz iść do salonu fryzjerskiego - najlepiej współpracującego z fundacją. I co dalej? Ściąć włosy. Jak? Obcięte włosy muszą mieć minimum 25cm, z krótszych nie da się zrobić peruki. Później włosy wysyłane są do fundacji. Oczywiście jest kilka wymagań, które włosy muszą spełnić: nie mogą być zniszczone, muszą być splecione w warkocze, żeby nie poplątały się w drodze do fundacji.

Wiecie dlaczego chciałam zaangażować się w akcję? Bo mi włosy odrosną i nic mnie to nie kosztuje. To trochę podobnie jak z krwią, której niestety nie mam możliwości oddania. Dlatego zachęcam serdecznie wszystkich z długimi włosami do ich ścinania - to naprawdę może pomóc. A wszystkich, którzy mają za krótkie - zapuszczajcie!

Garść linków:
Daj włos! Fundacja Rak'n'Roll: http://www.raknroll.pl/co-robimy/programy/daj-wlos/

leksa. 

wtorek, 1 listopada 2016

Konkurs na najlepszy grób

...oraz płaszczyk.

Dziady górą generalnie

Nadeszło moje ulubione święto w roku, mianowicie Wszystkich Świętych, Zaduszki, Święto Zmarłych, jak kto tam to nazywa (jeszcze może być Helloween i Dziady, ale tu zaraz będzie poruszenie, że pogańskie święta. Co tam, odprawmy Dziady!). W skrócie wszyscy wiedzą o co chodzi. Jest to oczywiście również czas opływania harcerzy w pieniążki - Akcja Znicz!
Trip po grobach, cmentarny maraton. Przygotowania zaczynają się kilka dni wcześniej. Wyciągane są z szaf wszystkie możliwe cenne skarby. Plecaki i torby zawierają tylko najważniejsze rzeczy: zapas zniczy, pieniądze na świeże kwiaty, zapas zapałek, zapalniczek oraz profesjonalnych zapalarek do zniczy, suchy prowiant (kanapeczki, owoce, cukierki - nic nie może nas zaskoczyć), termosy z ciepłą herbatą/kawą, zapas ciepłych szalików, czapek, rękawiczek,śpiwór i namiot (w razie gdyby trzeba było gdzieś przekoczować), kilof (żeby dostać się bez problemu do każdego tramwaju). Każdy tak zaopatrzony może wraz ze swoją bliższą i dalszą rodziną wybrać się na cmentarze - wszystkie okoliczne - aby odwiedzić groby rodziny, znajomych, rodziny znajomych oraz znajomych rodziny. Albo coś takiego. Wcale nie mówię, że to źle, bo chyba pamięć po zmarłych jest ok, ale po co manifestować to TYLKO raz do roku? W dodatku w taki sposób (czyli poprzez konkursy na najlepsze: groby i płaszczyki)? Przez większość swojego dotychczasowego życia nie bardzo orientowałam się gdzie idziemy, komu "palimy świeczkę" (Jezu, jak to głupio brzmi) i kto do jasnej Anielki jest kim w tym zbiorze ludzi krążących po cmentarzu.
Wrócę do tytułu posta. 
Także co roku odbywa się niepisany konkurs na najlepszy grób. Każdy kupuje jak najlepsze, najładniejsze, największe kwiaty, znicze, wiązanki. I wszystko musi do siebie pasować. Kwiaty i znicze w jednakowym kolorze (albo przynajmniej zbliżonym), bo jak nie będą to zmarli na pewno się pogniewają. ("Janusz, popatrz - Kowalscy znowu mają lepsze kwiaty. Synu, idź i kup lepsze. Nie tak, źle to stawiasz. W prawo, no w prawo. Nie tak bardzo! No. Ten biały przestaw do przodu. A ten jest jakiś taki mały, daj go do tyłu. Źle ułożyłaś te kwiaty, popraw to. Nie tak, wszystko ja muszę robić. O, nareszcie, tak dobrze. Co to jest? To są te lepsze kwiaty? Przecież nie pasują do kompozycji" etc. etc.)
Kolejna rzecz: płaszczyki. Wszyscy wyciągają najlepsze kurtki, futra, swetry, szaliki etc., tylko po to, żeby pochwalić się na cmentarzu - tak, też tego nie rozumiem. Nad cmentarzem i w kościele unosi się ten znajomy zapach naftaliny, ah, już czuć listopad! 
I sztuczność znajomych i rodziny przy grobach i między nimi: "Gdzie kupiłaś płaszczyk? Bo nowy chyba, a jaki ładny!", "Nie, nie już dawno kupiłam!". Między sobą posyłane sztuczne słodkie uśmieszki, a jak tylko odejdą - "Boże, ona znów założyła ten okropny płaszcz, czy ona nie ma lustra w domu?".
Esencja pierwszych dni listopada? Usta posklejane pańską skórką, zapach naftaliny i palących się zniczy, znajomi harcerze pod bramą główną cmentarza na Wólce oraz docinki starszego rodzeństwa. Co za tym idzie: konkurs na to, kto zje więcej pańskich skórek. Ludzie patrzący na innych z nadzieją, że mają lepsze znicze oraz z zazdrością - bo tamci mają lepsze te znicze!
Świąteczne pozdrowienia, pamiętajcie o odprawieniu swoich Dziadów!
leksa. 
 
(Artykuł zamieszczony był wcześniej na poprzednim mym blogu, ale bardzo go lubię i uznałam, że warto go tu zostawić - więc zostawiam.)
 

środa, 26 października 2016

Generalna garść przemyśleń

Na garść przemyśleń zawsze jest pora.

zdjęcie jak zazwyczaj - przypadkowe
1. Jestem chora.
2. Mam dość studiów i wszystkiego.
To dwa wystarczające (przynajmniej mi) powody do wytworzenia tego postu.
Ad 1: 
Nudzę się, bo jestem chora to coś napiszę.
Ad 2:
Studia. Jeśli dacie się zmylić gdzieś informacją, że to takie nicnierobienie przez większość czasu - błąd. Albo po prostu dałam się zaciągnąć na takie studia. Owszem, po tych studiach mam teoretycznie zagwarantowaną przyszłość (co to znaczy? To znaczy, że osób po bezpieczeństwie potrzeba coraz więcej, ale o tym może kiedy indziej), szkoda, że zupełnie nie rozumiem, co ci dobrzy ludzie mówią do mnie na wykładach i o co pytają na ćwiczeniach.
Co więc chciałabym z tym zrobić? Po pierwsze zdać ponownie maturkę (rozszerzona matma!), po drugie dostać się jeszcze raz na studia, tym razem na coś absolutnie nie społecznego i nie humanistycznego. Jak pójdę na politechnikę to wszyscy się równo obśmieją, ale dobrze wiemy, że to się nie stanie, zostanę sobie na tym swoim UKSW, tylko zmienię kierunek. Jeśli ktoś chciałby wiedzieć najprawdopodobniej matma lub chemia. Mam nadzieję, że to nie samobójstwo, ale zobaczymy.
Podejrzewam, że zaczynanie studiów po raz kolejny jest całkiem ok - ogarnia się już system etc, a jeśli zaczyna się na tej samej uczelni - wiadomo, gdzie jest który budynek i która sala. Ja po prostu potrzebuję chyba za dużo czasu na przystosowanie się. Tak jak wszystkie szkoły od podstawówki do liceum działały tak samo - zmieniali się tylko nauczyciele i układ sal - tak instytucja uczelni działa mocno inaczej i nie ukrywam, że mam z tym problem. Cudem zapisałam się na wszystkie zajęcia bez problemu, tzn. nic nie koliduje z niczym, 3-dniowy weekend, w czwartek w zasadzie jedne zajęcia, w poniedziałek podobnie... Ale to nie te studia. Po prostu. Trafiłam na zły kierunek, zły wydział. Myślałam, że to super studia, ale nie przemyślałam egzaminów np. z historii, której nie potrafię się nauczyć (przez te wszystkie lata zdawałam na farcie) i w dodatku jest prowadzona tak, jakby wszyscy już wiedzieli wszystko (szkoda, że ja wiem całe nic). Może i studia ścisłe będą jeszcze gorsze, ale tego przynajmniej potrafię się nauczyć, jest namacalne i dowiedzione (nie to, żebym była superścisłym umysłem, ale społeczeństwo, polityka... są za bardzo teoretyczne).
Co będę robić po studiach, na które chcę iść? Nie wiem. Może nawet ich nie skończę? Ale wiem, że muszę spróbować, bo to jedna z niewielu szans w życiu.

leksa. 

ps W planach tego posta miało być też o tym, że nie potrafię nawet ogarnąć swojego pokoju, a co dopiero studiów i życia - ale jakoś się nie złożyło.

czwartek, 20 października 2016

Niebo z widokiem na raj

Góry? Trzy razy tak!


 Zacznijmy od początku. 
Moja miłość do gór urodziła się dawno temu. Jak bardzo dawno, to w sumie nie ważne. Niestety dopiero w tym roku miłość na odległość pokonała kilometry z Warszawy do Wisły, a potem z Wisły na piechotkę do Żywca. 
Jak było? Najcudowniej na świecie. Osoby, które chodzą po górach (szczególnie z plecakiem) wiedzą o czym mówię. To są te momenty, kiedy przeklinasz się, że nie ćwiczyłaś w ciągu roku i masz kondycję tak słabą, że słabszej być nie może, są momenty, że chcesz rzucić wszystko i wrócić do domu, do tej strefy komfortu i obejrzeć następny odcinek swojego ulubionego serialu. 
Ale... Przychodzi ten moment, kiedy już wejdziesz na szczyt. I co? Zdejmujesz plecak, prostujesz plecy, rozglądasz się i  widzisz najlepszy widok na ziemi, właśnie takie niebo z widokiem na raj. Zapiera ci dech w piersiach, nawet nie podnosisz rąk do zrobienia zdjęcia, chcesz patrzeć i nie możesz się napatrzeć, nie chcesz mrugać, żeby nie uronić ani chwili, ani kawałeczka tego pięknego widoku. 
I później możesz powiedzieć sobie: "kurcze Aga, weszłaś tam, na tą wielką górę!". Z perspektywy czasu nie pamięta się szczegółów takich jak to, w jaki sposób było ciężko. Pamięta się, że no było ciężko, ale kurde, warto było dla każdej sekundy patrzenia na piękno gór, tego krajobrazu. I oczywiście wszystkie śmieszne sytuacje, jak kąpanie się w strumieniu.
Po dwóch miesiącach od powrotu z Beskidu Śląskiego pamiętam też uśmiech każdej osoby, z którą byłam tam na wędrówce i każdej mijanej na szlaku. Bo w takim miejscu naprawdę jest trudno się nie uśmiechać, nawet jeśli jest najgoręcej na świecie, bo w południe idziesz szlakiem, bez żadnego najmniejszego drzewka i słońce daje jak sto pięćdziesiąt, ty masz wielki plecak ważący x kilo i właśnie obtarłeś sobie nogę. Najlepiej na świecie, serio.
Jeśli po przeczytaniu tego nie wierzysz - pojedź w góry, wyjdź ze swojej strefy komfortu i rusz w nieznane, to oczyszczające.

leksa.

środa, 21 września 2016

No hej

Może ktoś mnie kojarzy, może nie.



Generalnie postanowiłam stworzyć, ponieważ poprzedni blog - Świat małej marudy - stał się chaotyczną chmurą wszystkiego. Ale spokojnie, nadal będzie to luźny zbiór felietonów na temat wszystkiego, okraszony dodatkowo moimi zdjęciami; po prostu będzie pozbawiony gimnazjalnych wpisów, które nie miały większego sensu.  
W blogowaniu również trochę dorosłam - wiem co i jak, nauczyłam się normalnie pisać, robić lepsze zdjęcia. To znaczy... moim zdaniem ciekawsze, mniej powtarzalne, lepsze technicznie, ale o tym innym razem.
Znów przypominam, że nie gryzę, cały czas jestem roztrzepana, niesystematyczna i takie tam. Ale tym razem jestem zdecydowana co chciałabym stworzyć.
 
:D