...oraz płaszczyk.
 |
| Dziady górą generalnie |
Nadeszło
moje ulubione święto w roku, mianowicie Wszystkich Świętych, Zaduszki,
Święto Zmarłych, jak kto tam to nazywa (jeszcze może być Helloween i
Dziady, ale tu zaraz będzie poruszenie, że pogańskie święta. Co tam,
odprawmy Dziady!). W skrócie wszyscy wiedzą o co chodzi. Jest to
oczywiście również czas opływania harcerzy w pieniążki - Akcja Znicz!
Trip
po grobach, cmentarny maraton. Przygotowania zaczynają się kilka dni
wcześniej. Wyciągane są z szaf wszystkie możliwe cenne skarby. Plecaki i
torby zawierają tylko najważniejsze rzeczy: zapas zniczy, pieniądze na
świeże kwiaty, zapas zapałek, zapalniczek oraz profesjonalnych zapalarek
do zniczy, suchy prowiant (kanapeczki, owoce, cukierki - nic nie może
nas zaskoczyć), termosy z ciepłą herbatą/kawą, zapas ciepłych szalików,
czapek, rękawiczek,śpiwór i namiot (w razie gdyby trzeba było gdzieś
przekoczować), kilof (żeby dostać się bez problemu do każdego tramwaju).
Każdy tak zaopatrzony może wraz ze swoją bliższą i dalszą rodziną
wybrać się na cmentarze - wszystkie okoliczne - aby odwiedzić groby
rodziny, znajomych, rodziny znajomych oraz znajomych rodziny. Albo coś
takiego. Wcale nie mówię, że to źle, bo chyba pamięć po zmarłych jest
ok, ale po co manifestować to TYLKO raz do roku? W dodatku w taki sposób
(czyli poprzez konkursy na najlepsze: groby i płaszczyki)? Przez
większość swojego dotychczasowego życia nie bardzo orientowałam się
gdzie idziemy, komu "palimy świeczkę" (Jezu, jak to głupio brzmi) i kto
do jasnej Anielki jest kim w tym zbiorze ludzi krążących po cmentarzu.
Wrócę do tytułu posta.
Także
co roku odbywa się niepisany konkurs na najlepszy grób. Każdy kupuje
jak najlepsze, najładniejsze, największe kwiaty, znicze, wiązanki. I
wszystko musi do siebie pasować. Kwiaty i znicze w jednakowym kolorze
(albo przynajmniej zbliżonym), bo jak nie będą to zmarli na pewno się
pogniewają. ("Janusz, popatrz - Kowalscy znowu mają lepsze kwiaty. Synu,
idź i kup lepsze. Nie tak, źle to stawiasz. W prawo, no w prawo. Nie
tak bardzo! No. Ten biały przestaw do przodu. A ten jest jakiś taki
mały, daj go do tyłu. Źle ułożyłaś te kwiaty, popraw to. Nie tak,
wszystko ja muszę robić. O, nareszcie, tak dobrze. Co to jest? To są te
lepsze kwiaty? Przecież nie pasują do kompozycji" etc. etc.)
Kolejna
rzecz: płaszczyki. Wszyscy wyciągają najlepsze kurtki, futra, swetry,
szaliki etc., tylko po to, żeby pochwalić się na cmentarzu - tak, też
tego nie rozumiem. Nad cmentarzem i w kościele unosi się ten znajomy
zapach naftaliny, ah, już czuć listopad!
I
sztuczność znajomych i rodziny przy grobach i między nimi: "Gdzie
kupiłaś płaszczyk? Bo nowy chyba, a jaki ładny!", "Nie, nie już dawno
kupiłam!". Między sobą posyłane sztuczne słodkie uśmieszki, a jak tylko
odejdą - "Boże, ona znów założyła ten okropny płaszcz, czy ona nie ma
lustra w domu?".
Esencja
pierwszych dni listopada? Usta posklejane pańską skórką, zapach
naftaliny i palących się zniczy, znajomi harcerze pod bramą główną
cmentarza na Wólce oraz docinki starszego rodzeństwa. Co za tym idzie:
konkurs na to, kto zje więcej pańskich skórek. Ludzie patrzący na innych
z nadzieją, że mają lepsze znicze oraz z zazdrością - bo tamci mają
lepsze te znicze!
Świąteczne pozdrowienia, pamiętajcie o odprawieniu swoich Dziadów!
leksa.
(Artykuł zamieszczony był wcześniej na poprzednim mym blogu, ale bardzo go lubię i uznałam, że warto go tu zostawić - więc zostawiam.)